Po trzech spotkaniach bez zwycięstwa w czwartej lidze, rezerwy Widzewa wreszcie
wygrały. Trzeba przyznać, że zupełnie zasłużenie, ale przeciwnik,
szczególnie w drugiej połowie, dzielnie walczył i napędził wzmocnionej
pierwszoligowcami drużynie Piotra Stokowca sporo strachu.
Łodzianie
rozpoczęli bardzo efektownie, bo już po niespełna 10 minutach było 2:0.
Najpierw pięknym strzałem z dystansu popisał się Piotr Kuklis. Następnie po dynamicznej akcji Damiana Knery i dograniu do Łukasza Zająca,
ten ostatni strzelił pod interweniującym bramkarzem, zmuszając go po
raz drugi do kapitulacji. Kilka minut później, po błędzie strzelca
drugiego gola, również goście mieli szansę na bramkę, ale napastnik Pilicy,
po tym jak minął bramkarza, znalazł się już niemal na zerowym kącie i
wycofał piłkę do partnera, któremu odebrali ją obrońcy. Kolejny raz
zawiódł pod bramką rywala Arkadiusz Piech, mając otwartą drogę do bramki po zagraniu Knery, trafił piłką w słupek.
Po przerwie nadal atakowali widzewiacy i już w 57. minucie bardzo aktywny i dobrze grający w tym meczu na prawej stronie Knera, wpadł w pole karne, gdzie został sfaulowany. Rzut karny wykonywał Dejan Miloseski, ale jego strzał w efektowny sposób wybronił bramkarz gości Bogdan Winckowicz. Sporo działo się pomiędzy 69. a 72. minutą meczu. Najpierw po stracie piłki w środku pola przez Stanisława Ogrodowicza, w doskonałej sytuacji znalazł się Marek Jończyk, ale jego strzał znakomicie wybronił Bartosz Fabiniak. Chwilę później Kuklis popełnił błąd w środku pola, poszła kontra i wpadającego w pole karne Roberta Pykę, sfaulował Michał Polit. Płasko po ziemi z jedenastu metrów strzelił Przemysław Korytkowski, ale Fabiniak
rzucił się w ten sam róg i przykrył piłkę ciałem. Te dwie wyśmienite
okazje zdeprymowały gości, którzy za chwilę grali już w dziesięciu.
Wychodzącego na czystą pozycję Przemysława Oziębałę, bez ceregieli kopnął z tyłu Sławomir Makowski, za co dostał czerwoną kartkę.
Niespodziewanie, to wcale nie załamało zawodników trenera Andrzeja Deca, którzy starali się za wszelką cenę zdobyć bramkę. Kilka dobrych interwencji Fabiniaka uratowało
jednak gospodarzy przed jej utratą. Szczególnie podobała się ta w 86.
minucie, w której popularny "Fabi" najpierw sparował silny strzał Korytkowskiego, szybko się podniósł i złapał jeszcze piłkę po główce Artura Kurzyka. W niedzielnym spotkaniu zagrało aż siedmiu
zawodników z kadry pierwszego zespołu. Tym razem rezerwom pomagał Bartosz
Fabiniak, Daniel Bożkow, Michał Żółtowski, Dejan Miloseski, Arkadiusz Piech,
Przemysław Oziębała oraz Piotr Kuklis